AKTUALNOŚCI
GALERIE
MIEJSCA I LUDZIE

PAWLICZAK: Wyciągnąć Kalisz ze stagnacji i marazmu

DATA: 14 lipca 2015 | AUTOR: Redakcja wkaliszu.pl
    Wiceprezydent Karolina Pawliczak (fot. Tomasz Skórzewski)

    O współpracy z byłymi rywalami, porządkowaniu miasta i politycznych planach na przyszłość z wiceprezydent Kalisza Karoliną Pawliczak rozmawia Grzegorz Jurek.

    Jak się współpracuje z Grzegorzem Sapińskim? Byliście poważnymi rywalami w ostatnich wyborach.
    - Rzeczywiście byliśmy dla siebie poważną konkurencją, ale dziś z perspektywy tych kilku miesięcy mogę jednoznacznie ocenić, że z Sapińskim współpracuje się bardzo dobrze. Jako prezydent oczekuje on od swych zastępców konkretnych efektów. Jest wymagający i rzeczowy, ale dzięki zaufaniu, mam dużą samodzielność w kreowaniu polityki prospołecznej, prozdrowotnej, czy też mieszkaniowej.

    Czy trójporozumienie dwóch partii i Stowarzyszenia Wspólny Kalisz jest trwałe w jakiejś dłuższej perspektywie? Tworzycie przecież zupełnie odmienne środowiska, czasem nawet skrajne.
    -  Uważam, że na poziomie miasta te różnice są bez znaczenia. Tworzymy przede wszystkim zespół ludzi młodych, z otwartymi głowami. Jednocześnie są i wśród nas również bardziej doświadczeni samorządowcy - to wszystko bardzo dobrze się uzupełnia. Łączy nas jeden cel: chcemy wyciągnąć Kalisz ze stagnacji i marazmu, dlatego nie ma w nas politykierstwa, partyjniactwa czy dążenia do dominacji. Nie wchodzimy w sprawy światopoglądowe, bo to dla kaliszan jest wtórne. Na tym poziomie więcej nas łączy, niż dzieli.

    Myślicie już o kolejnych wyborach? Kto z kim, w jakiej koalicji?
    - Dziś o tym nie myślę, skupiam się na pracy. W ostatnich wyborach każdy z nas był niezależny, i tak pewnie będzie za trzy lata. Myślę jednak, że jeżeli uda nam się zrobić wszystko, co zaplanowaliśmy, a zmiana przyniesie pozytywne efekty dla Kalisza, to ten sukces i taką koalicję warto kontynuować. Zresztą, najlepiej ocenią to sami kaliszanie.

    Po wyborach, jako wiceprezydent, objęła pani sprawy zdrowia, mieszkalnictwa i pomocy społecznej. Jak do tego doszło? Czym kierowaliście się, dzieląc kompetencje wiceprezydentów?
    - Zadecydowało doświadczenie. Artur  Kijewski zajmował się wcześniej oświatą, a ja nieruchomościami. Sprawy zdrowia i opieki społecznej były z kolei najbliższe mojemu programowi i dlatego niejako w naturalny sposób zajęłam się tą dziedziną. To trudna i mało medialna przestrzeń działania, ale to właśnie tutaj można zrobić naprawdę dużo, pomagając tym najbardziej potrzebującym. Cieszę się, że mogę to robić.

    Jak wyglądał krajobraz po prezydencie Jacku Konopce?
    - Niestety, w większości były to same pożary i zgliszcza. Prawie wszędzie zastałam rzeczywistość i sytuacje, wymagające natychmiastowej interwencji. To sprawy, o których kaliszanie nie mieli wcześniej pojęcia. Zdawało się, że żyliśmy w dwóch różnych przestrzeniach; poprzednia władza w swoim wygodnym od lat ułożonym świecie i zupełnie odmienna rzeczywistość mieszkańców, borykających się z codziennością; brakiem pracy, mieszkania, brakiem miejsca w żłobku dla dziecka itd. Przykładem jest choćby Kaliskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, od dawna obiecywano oddanie budynku do zasiedlenia, tymczasem zastaliśmy spółkę borykającą się z potężnymi problemami organizacyjnymi i finansowymi. W grudniu musieliśmy odwołać prezesa KTBS, powołać nowy zarząd i zacząć powoli naprawiać wszystkie, wieloletnie zaniedbania.

    Zwolniliście też szefa Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkaniowych.
    - MZBM z ogromnymi długami oraz przestarzałą strukturą rodem z lat 90. ubiegłego wieku to kolejny poważny problem, pozostawiony nam przez prezydenta Konopkę, który bezpośrednio przez wiele lat nadzorował ten zakład budżetowy.  Dziś MZBM, aby mógł normalnie funkcjonować, wymaga naprawdę gruntownej restrukturyzacji oraz zmiany sposobu myślenia i działania. Chcemy żeby kaliszanie, którzy korzystają z miejskich zasobów wzięli również za nie odpowiedzialność. Chodzi o zwiększenie udziału najemców w remontach oraz w odrabianiu zaległości za czynsz. To przecież nasze wspólne cele.

    W Kaliszu w kolejce po mieszkanie oczekuje dziś ponad tysiąc osób…
    - To kolejne kuriozum i efekt niejasnych działań moich poprzedników. W kolejce, której nikt od dekady nie weryfikuje, znajdują się właściciele nieruchomości oraz osoby, które mają spokojny dach nad głową. Analizujemy to i chcemy w  najbliższym czasie zaktualizować  przejętą po poprzednikach listę aby mieszkania otrzymali ci, którzy rzeczywiście tego potrzebują. Dziś w komisji mieszkaniowej nie ma  polityków, ani radnych, którzy przyznawaniem mieszkań pozyskiwaliby sobie głosy wyborców. Wcześniej, mimo, że miasto mogło wygospodarować około 80 do 100 mieszkań rocznie, komisja kwalifikowała do listy ok. 200 osób, tym samym z roku na rok przez ponad dekadę dawano złudną nadzieję oczekującym, a kolejka rozrastała się do dziś już nam znanych rozmiarów. Chcemy to naprawić. Ponadto już niebawem zaprezentujemy nowe projekty i programy związane z mieszkalnictwem, skierowane głównie do ludzi młodych oraz do seniorów.

    Obok MZBM działała równolegle podobna, ale niezależna instytucja, zarządzająca jedynie kilkoma budynkami służby zdrowia…
    - Już na początku kadencji podjęliśmy decyzję o jej likwidacji. Miejski Zarząd Obiektów Służby Zdrowia był państwem w państwie. Zupełnie absurdalna instytucja z prawie dwumilionowym budżetem, dyrektorem, główną księgową, całą administracją zwyczajnie powielała zadania MZBM. Kontrola jednostki wykazała liczne poważne uchybienia. Obecnie przyglądamy się przetargom i zleceniom. MZOSZ zlecał firmom zewnętrznym prace, które w MZBM wykonywali etatowi pracownicy. Cała forma organizacyjna była jednym wielkim, niekorzystnym dla podatników, nieporozumieniem, a jednocześnie doskonałym sposobem na czerpanie zysków dla pewnej grupy ludzi. Nie jest przecież tajemnicą, że jedno stowarzyszenie próbowało mieć tam określone wpływy, a MZOSZ był dla niektórych zapleczem dla prowadzenia kampanii wyborczych.  

    To dlatego zlikwidowaliście też „Białe Soboty”?
    - „Białe Soboty” wpółorganizowane przez jedno stowarzyszenie zastąpiliśmy całym, kompleksowym cyklem miejskich akcji, programów i działań prozdrowotnych, które są być może mniej medialne, ale na pewno bardziej efektywne dla kaliszan. Jolanta Mancewicz wraz ze swym stowarzyszeniem nie ma monopolu na zajmowanie się zdrowiem kaliszan. Jako miasto chcemy to zrobić lepiej, skuteczniej i bardziej profesjonalnie. Uruchomiliśmy już kompleksowy projekt pn. „Zdrowy Kalisz”, obejmujący cały cykl zróżnicowanych programów i działań prozdrowotnych dla kaliszan.  

    Gdzie szykują się kolejne zmiany personalne? DPS?
    - W DPS przeprowadziliśmy kontrolę, której efekty, niestety, nie są korzystne dla dyrekcji i dla całej jednostki. Dyrektorka tej placówki jest obecnie na zwolnieniu lekarskim. Czekamy na jej powrót, aby podjąć dalsze decyzje w sprawie DPS.

    To chyba jakaś plaga z tymi dyrektorskimi zwolnieniami...
    -  Faktycznie, może to temat do rozważań medycznych. Kilkoro dyrektorów miejskich placówek zaraz po zmianie władzy nagle poważnie zachorowało i przebywa na zwolnieniach. Może to efekt zmęczenia pracą…

    W poprzedniej kadencji była pani najaktywniejszą radną opozycyjną. Jak ocenia pani dzisiejszą opozycję? Ich działania to raczej konstrukcja czy destrukcja?
    - Niestety, to opozycja, która nie pogodziła się z utratą władzy. Jest dużo emocji, złości i działań z kategorii ciosów poniżej pasa. Najlepiej widać to na sesjach, gdy radni opozycyjni zadają pytania, na które odpowiedzi doskonale znają. Przecież rządzili miastem przez ostatnie 12 lat. Niedawno radny Konopka pytał o sprawy mieszkaniowe i stan KTBS, które sam nadzorował. Przecież przez te kilka miesięcy tak wiele się nie zmieniło.

    A jak pani ocenia pierwsze pół roku po wyborach?
    - Nie widać wielu medialnych i spektakularnych sukcesów, bo to przede wszystkim czas ciężkiej pracy i porządkowania wielu spraw po poprzednikach. Odziedziczyliśmy po nich sporo problemów: mieszkalnictwo komunalne, KTBS, odpady w Szczypiornie. Widać jednak wyraźnie, że powoli zmieniamy Kalisz. Wystarczy spojrzeć na rewitalizowane Śródmieście, na nasze działania prospołeczne oraz na szacunek, jaki mamy do mieszkańców, z którymi konsultujemy najważniejsze miejskie sprawy. Przede wszystkim nie pokazujemy bufonady, która była domeną poprzedniej, oderwanej od rzeczywistości władzy.

    To pani jest dziś liderką kaliskiej lewicy?
    - W sytuacji, w której znajduje się dziś lewica, trudno mówić o liderowaniu. Wszyscy musimy wziąć się do pracy, bo na mądrą i nowoczesną lewicę w Polsce, podobnie jak w Europie jest duże zapotrzebowanie. Potrzeba tylko więcej pokory i pracy u podstaw. Wybory samorządowe w Kaliszu pokazały, że można przekonać ludzi do haseł lewicowych. Chciałabym, żeby SLD miało dużo lepszą ocenę ze strony społeczeństwa. A jedyną drogą jest zjednoczenie lewicy.

    Na jesieni wybory parlamentarne. Będzie pani mocnym punktem na liście SLD?
    - Na dzień dzisiejszy nie otrzymałam jeszcze żadnej konkretnej propozycji startu w wyborach parlamentarnych. Z uwagi na liczne obowiązki i wiele rozpoczętych projektów zdaję sobie sprawę, że decyzja w tej sprawie byłaby bardzo trudna.  Czuję przy tym duże zaufanie i życzliwość mieszkańców Kalisza, którzy poparli mnie w wyborach samorządowych i którzy dali mi mandat do pracy na rzecz miasta. Oczywiście, deklaruję zaangażowanie, pomoc i wsparcie projektu zjednoczenia lewicy.   

    Grzegorz Jurek

     

    Komentarze

    Najczęściej odwiedzane

    The browser you use is not supported by this application, probably because it lacks some critical features.
    For a better experience, please consider using this application with a supported browser.