AKTUALNOŚCI
GALERIE
MIEJSCA I LUDZIE

ANALIZA. Awantura o granice Kalisza

DATA: 23 stycznia 2018 | AUTOR: Redakcja wkaliszu.pl

    Na problem ewentualnego poszerzenia granic Kalisza warto spojrzeć chłodnym okiem. To zadanie trudne, ponieważ temperatura sporu na linii prezydent Grzegorz Sapiński - pozostali samorządowcy jest wyjątkowo wysoka.

    Bomba z natychmiastowym zapłonem

    Dla samorządowców sąsiadujących gmin zapowiedź skierowania pod obrady Rady Miasta uchwały w sprawie poszerzenia granic Kalisza musiała być szokiem. Wprawdzie prezydent dziwi się ich zdziwieniu, ponieważ w 2016 roku skierował list w tej sprawie, jednak nikt ówczesnej propozycji Grzegorza Sapińskiego nie potraktował poważnie. Wolę rozmowy i bliżej nieokreślonej współpracy wyraził jedynie wójt Sylwiusz Jakubowski, ale nie została ona podjęta. Temat został więc zapomniany. Jego ponowne pojawienie się u progu kampanii wyborczej nie pozostawia złudzeń: operacja została przygotowana z myślą o mieszkańcach Kalisza. Właśnie ich chce prezydent przekonać, że dba o interes miasta i chce, żeby Kalisz był wielki i rozwijał się ,,jak Rzeszów". Sam pomysł - w kategorii tematu narzuconego na czas kampanii wyborczej - należy ocenić jako znakomity. Nawet polityczni przeciwnicy Grzegorza Sapińskiego z Platformy Obywatelskiej zapowiedzieli, że poprą uchwałę, a takie poparcie nie przydarzyło się w ciągu ostatnich trzech lat ani razu! Problem w tym, że wykonanie pomysłu to czysta amatorszczyzna.

     

    Na wojnie z wszystkimi

    Prezydent postanowił zagrać va banque i zaproponował ,,rozbiór" sześciu gmin z trzech powiatów. I tutaj popełnił pierwszy poważny błąd - jednym z najmniejszych powiatów w Polsce jest powiat pleszewski. Każda administracyjna zmiana jego granic, która będzie nieść za sobą zmniejszego liczebności powiatu, może doprowadzić do jego faktycznej likwidacji. Kilka lat temu, gdy pojawił się taki pomysł w gronie parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości władze powiatu z ówczesnym starostą Michałem Karalusem, zareagowały wyjątkowo nerwowo. Mimo, że starosty Karalusa już nie ma, jego następca zapewne zrobi wszystko, aby utrzymać status quo i nie dopuścić do likwidacji i faktycznego rozbioru powiatu pleszewskiego.

    Ale spoglądanie na miejscowości z gminy Nowe Skalmierzyce, również nie wydaje się trafionym pomysłem. Burmistrz Bożena Budzik w trakcie swoich wieloletnich rządów doznała tylko jednej bolesnej porażki, gdy gmina Nowe Skalmierzyce straciła na rzecz Kalisza Sulisławice, Kolonię Sulisławice i Dobrzec. W 1999 roku nie miała wystarczająco silnych argumentów, ale dzisiaj ma asa w rękawie i jak zapowiada - nie zawaha się go użyć. - Mam przygotowaną uchwałę Rady Miasta i Gminy o opuszczeniu Stowarzyszenia Aglomeracja Kalisko - Ostrowska - powiedziała burmistrz w poniedziałek i akurat w tym przypadku tę groźbę trzeba traktować poważnie. Bożena Budzik przyznała, że nie będzie ponownie kandydować w wyborach, ale kolejny rozbiór gminy Nowe Skalmierzyce, byłby fatalnym ukoronowaniem jej 7. kadencji na stanowisku burmistrza. Sprawę traktuje więc prestiżowo.

     

    Co oznacza rozpad AKO?

    Prezydent wydaje się być niezrażony reakcjami sąsiadów. Rzeczywiście - zapowiedź Sylwiusza Jakubowskiego, że gmina Żelazków będzie chciała przyłączyć Kalisz, jest zabawna i wskazuje na wysoką formę wójta, ale należy ją rozpatrywać w kategoriach folkloru. Jednak ewentualny rozpad Aglomeracji Kalisko - Ostrowskiej to poważny problem, przede wszystkim finansowy. Stowarzyszenie dysponuje 300-milionowym budżetem i może się okazać, że pozyskane na jego działalność pieniądze, trzeba będzie oddać. Stowarzysznie nie tylko partycypowało w kosztach zakupu autobusów, ale przecież zatrudnia od lat kilka osób, a to - jak wiemy - kosztuje. Miasto poniesie również straty wizerunkowe, a także zablokuje sobie możliwość bliskiej współpracy z sąsiadami, co jest niezmiernie istotne w przypadku pozyskiwania pieniędzy z UE, czy budżetu centralnego. W większości przypadków premiowane są wnioski, które składa kilka samorządów.

     

    Urzędujący kandydaci kalkulują inaczej

    Ale w roku wyborczym obowiązuje inna logika. Na długofalowe konsekwencje podejmowanych decyzji, a nawet składanych deklaracji urzędujący kandydaci nie zwracają uwagi. Za to z wyjątkową dbałością starają się przykryć niewygodne dla nich tematy, przesuwając dyskusję na inne tory. Czy na to liczy prezydent Sapiński? Na pewno nie można tego wykluczyć, tym bardziej, że już niebawem dojdzie do ciekawej konfrontacji zrealizowanych pomysłów z zapowiedziami sprzed czterech lat. Nierozwiązana przez władze Kalisza pozostaje również kwestia zabytkowego więzienia przy ulicy Łódzkiej, wolnych miejsc parkingowych w centrum itd. Za te kwestie odpowiada prezydent. I widać, że sprytnie ucieka do przodu, by nie odpowiadać na niewygodne pytania. Chce, by w jego imieniu przepytywani byli inni.

     

    Liczenie wyborców

    Decyzja w sprawie poszerzenia granic Kalisza nie należy do Grzegorza Sapińskiego. Zostanie podjęta przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. I jak nietrudno się domyślić, wiele będzie zależeć od lobbingu lokalnych posłów obozu rządzącego. Ci muszą szybko przeliczyć korzyści i ewentualne straty - w przypadku poszerzenia granic miasta, zadowolonych może być 90 tys. mieszkańców. A niezadowolonych? Biorąc pod uwagę liczebność sąsiednich powiatów (kaliskiego ziemskiego, ostrowskiego i pleszewskiego) może być nawet 300 tys. osób (ziemski powiat kaliski 80 tys., powiat pleszewski - 60 tys., - powiat ostrowski - 160 tys.). Czy zatem parlamentarzyści PiS-u będą chcieli pomóc Grzegorzowi Sapińskiemu w walce o reelekcję, czy raczej będą dbać o własny interes?

    Tomasz Todor


     

    Komentarze

    Najczęściej odwiedzane

    The browser you use is not supported by this application, probably because it lacks some critical features.
    For a better experience, please consider using this application with a supported browser.