AKTUALNOŚCI
GALERIE
MIEJSCA I LUDZIE

PSYCHOLOGIA. „Nie przyjedziemy na Święta…”

    „Nie przyjedziemy na Święta…” - co się dzieje, kiedy takie zdanie zostanie wypowiedziane głośno?

    Pół biedy, jeśli dotyczy Świąt Wielkanocnych, ale wypowiedziane przed Bożym Narodzeniem ma rangę świętokradztwa albo rewolucji. Dlaczego? W naszej tradycji zimowy świąteczny czas jest ściśle skojarzony z rodziną i spędzaniem czasu z bliskimi. Oczywistość tego faktu niecnie wykorzystują reklamy, wiążąc co się da z obrazem członków wielopokoleniowych wystrojonych rodzin rozmieszczonych w zgodzie w czyściutkich mieszkaniach oraz tych przybywających w ostatniej chwili, aby spędzić wspólnie czas. Podróżują i docierają, aby rzucać sobie spojrzenia pełne miłości i spokoju znad kawy/konsoli/sałatki/tabletek na wzdęcia. Twardy przekaz – tak ma być w Święta!

    A jeśli nie jest? A co, jeśli przy okazji generalnych porządków wymiecione zostały resztki przedświątecznej cierpliwości? Gdy zmęczenie przygotowaniami przysłoniło spokój? Gdy perspektywa spotkania z niektórymi członkami rodziny wzbudza całą gamę uczuć, ale nie ma wśród nich miłości? Ano nic. To znaczy, że idealistyczne wizje i międzypokoleniowe nakazy pracują w nas tak mocno, że utrudniają lub wręcz uniemożliwiają kontakt z rzeczywistością. A jeszcze znajomi, którzy radośnie niczym adwentowy kalendarz czekoladki wyrzucają z siebie zdjęcia pierniczków robionych z dziećmi, pięknej choinki i czystych okien…

    Wszystko spokojnie, z uśmiechem i na czas. Idylliczne obrazki, podsuwane zdradziecko przez media, fecebooka i jeszcze bardziej zdradziecko przez własne wspomnienia. Poczucie własnej wartości rozpada się w drobny – nomen omen - mak. Dlaczego - mimo najszczerszych chęci i corocznych przedświątecznych obietnic - nie jesteśmy cudni jak reklamowe rodzinki? Dlaczego w naszym domu nie jest tak, jak było u babci? Dlaczego mojego serca nie zalewa ciepła fala na myśl o rodzinnym spotkaniu? Dlaczego Wigilia kojarzy mi się ze strużką potu na plecach, gdy napchani jedzeniem u jednych rodziców, pędzimy do drugich? Co ze mną jest nie tak?! To zupełnie naturalne zakończenie wszelkich prób idealizowania innych, dorównania domniemanym ideałom oraz koncentrowania się na potrzebach innych w oderwaniu od własnych możliwości i potrzeb. Dzieje się tak gdy forma zaczyna być bardziej istotna niż treść.

    Zatrzymajmy się nad treścią. Skoro Święta, to świętowanie –  z definicji czas radosny, a radość ma to do siebie, że chce być dzielona – zwykle z bliskimi. Tak wygląda proste wyjaśnienie tradycji radosnego, rodzinnego przeżywania Świąt. Tradycja włączyła do świąt specyficzne obrządki: zachowania i potrawy, które także ściśle dotyczyły ich treści. Upływ czasu spowodował, że w natłoku przygotowań, zdarza się o tej treści zapominać.

    A jednak część z nas intuicyjnie przeciwstawia się szaleńczej gonitwie, przez którą Święta upływają w poczuciu morderczego zmęczenia, a dźwięk dzwonka przy drzwiach wzbudza histerię. Powoli odczuwamy brak zgody na to, by odpoczynkiem były dopiero dni po Świętach. Jeśli pozwolimy sobie na kontakt z sobą – naszymi emocjami i potrzebami, to znajdziemy odpowiedź na pytanie „Jak spędzisz Święta?”. Radosny, rodzinny i refleksyjny wymiar Świąt nie oznacza konieczności kontynuowania tradycji naszych przodków.

    Po pierwsze dla wielu osób wspomnienie Świąt nie jest miłe – niektórzy dostali w posagu wizję krzyczącej i obrażającej wszystkich matki lub pijanego ojca i łykanych łez. Po drugie zakładając własną rodzinę stajemy wobec faktu, że dwie dorosłe osoby mają dwie różne rodzinne tradycje. Po trzecie doskonałość przodków w realizacji tradycji może być zniechęcająca do jej kontynuowania. Coraz więcej osób zdobywa się na budowanie nowych obyczajów – spędzenie Wigilii w maleńkim gronie własnej rodziny (tylko rodzice i ich dzieci) albo wyjazdu na Święta w góry czy za granicę. Czują, że to właśnie będzie radosne i rodzinne. Postanowieniu temu towarzyszą ulga i radość, wynikające ze zgody na swoje potrzeby, odcięcia od „przymusów”, perspektywy prawdziwego spokoju.

    A jednak, kiedy przychodzi czas zadeklarowania swojej decyzji przed światem, kiedy mamy powiedzieć „Nie przyjedziemy na Święta…”, pojawia się poczucie winy. Nie zwyczajne „Co ze mną jest nie tak?!”, ale kłujące, drenujące poczucie krzywdzenia innych, przeciwstawiania się rodzinie oraz wstrętnego, nieuprawnionego egoizmu. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że „inni” w osobie matek, babek, ojców, dziadków, rodzeństwa, a czasem przyjaciół dają nam wprost i nie-wprost sygnały niezadowolenia i pokrzywdzenia („Nie będziesz na Wigilii??!!!”, z dodatkiem „A dla kogo ja się tak starałam?” lub „To co to będą za Święta?” i polewą „Dobrze, dobrze. My tu sobie sami posiedzimy…”). Po drugie dlatego, że faktycznie robimy coś dla siebie, dla swojej przyjemności i w zgodzie ze swoimi potrzebami. Po trzecie dlatego, że faktycznie przeciwstawiamy się rodzinnej tradycji – robiąc coś po swojemu, na nowo, inaczej.

    Sytuacja wyboru między troską o siebie a troską o innych, między realizowaniem własnych potrzeb, a zaspokajaniem potrzeb otoczenia jest zawsze sytuacją konfliktową. Odzwierciedla konflikt dbałości o jednostkę przeciwstawiony dbaniu o rodzinę czyli stado, grupę, gatunek. Tu, niestety, nie ma jednego dobrego wyjścia, ale też, na szczęście, żadne nie jest wyłącznie złe. Z każdym wyborem naraz zyskujemy i przeżywamy gorycz ze straty drugiej opcji: „Jesteśmy w górach, ale sami”. „Zostaliśmy we własnym gronie, ale rodzice są sami.”, „Urządzamy Wigilię, ale nie odpoczywamy”. Wynika z tego, że nasza radość może być zmącona niepokojem lub poczuciem winy i dobrze jest uznać te emocje i pogodzić się z ich obecnością. Warto także być gotowym na niezadowolenie bliskich – nie muszą być gotowi ani ucieszeni z powodu naszych decyzji, szczególnie jeśli pośrednio wpływają na nich. Pozwólmy innym na ich poglądy i niezadowolenie, bo to podstawa szanowania własnych potrzeb i poglądów.

    Organizujmy sobie Swoje Piękne Święta, własne Tradycje i prywatne wersje Rodzinności i Radosnej Refleksji godząc się z porcją poczucia winy – nieodzowną, jeśli robi się coś po swojemu.

     

    OŚRODEK POMOCY

    I EDUKACJI PSYCHOLOGICZNEJ

    GÓRNOŚLĄSKA 10

    62-800 Kalisz, ul. Górnośląska 10

    te. 62 751 19 82

    gornoslaska10.pl

    facebook.com/gornoslaska10

     

    Komentarze

    Najczęściej odwiedzane

    The browser you use is not supported by this application, probably because it lacks some critical features.
    For a better experience, please consider using this application with a supported browser.