AKTUALNOŚCI
GALERIE
MIEJSCA I LUDZIE

PASJE. Parkour i akrobacje Sonnego (FOTO, VIDEO)

DATA: 10 stycznia 2023 | AUTOR: Redakcja wkaliszu.pl
    Patryk ,,Sonny" Raszkowski podczas wykonywania parkoura w Kaliszu. Fot. Archiwum prywatne Patryka ,,Sonnego" Raszkowskiego.

    O parkourze, treningach w śniegu i deszczu, pokonywaniu strachu przy skokach z dużych wysokości, mentalnym podejściu do treningów i zajęciach Arte Crew z kaliszaninem Patrykiem "Sonnym" Raszkowskim rozmawia Piotr Jaworowski.

    Skąd się wzięła twoja fascynacja parkourem?

    - Zawsze lubiłem się ruszać i byłem żywotnym dzieckiem. Dużo biegałem po podwórku, skakałem, podciągałem się, lubiłem też wchodzić na drzewa.

    Od dziecka wykazywałem zamiłowanie do ruchu i związanych z nim wyzwań. Od małego chciałem też pracować nad własnym ciałem. Pamiętam, że gdy miałem 6-7 lat to kombinowałem już jak zrobić salto. Ta pasja do poruszania się, wymyślania nowych elementów związanych z treningami, ich ulepszania stale mnie napędzała i napędza dalej.

    Można więc powiedzieć, że sam dla siebie jesteś trenerem.

    - Dokładnie. Metodą prób i błędów doszedłem do tego, kim teraz jestem.

    A czy miałeś jakieś inspiracje?

    - Kiedyś czerpałem je z wielu źródeł, w tym filmów z Brucem Lee czy Jackie Chanem, pierwszego spider mana, oraz batmana. Pierwszy reportaż na temat parkoura zobaczyłem pod koniec lat 90., gdy byłem u mojej babci we Francji. W dokumencie występował m.in. prekursor tego sportu David Belle. Zobaczyłem, że na świecie są ludzie, którzy mają taką samą pasję jak ja. To była dla mnie kolejna inspiracja, do tego, żeby jeszcze bardziej nad sobą pracować.

    Gdzie powstał parkour?

    - Jego kolebką jest Francja i ma on militarne korzenie. Do dziś używa się go do szkolenia wojskowych jednostek specjalnych we Francji i Anglii. Z czasem nastąpiła jego ewolucja.

    Ja go, może trochę na wyrost, nazywam ,,akrobatyką miejską".

    - Parkour czerpie z miejskiej przestrzeni. Od wielu lat znajduję w różnych miastach nowe miejsca do ćwiczeń, skoków. W Kaliszu też cały czas odnajduję takie nowe miejsca do podjęcia wyzwań. To jest fajne w tym sporcie, że jestem tylko ja i moje umiejętności. Nie ma jakieś drogi na skróty i muszę odpowiednio przygotować się do skoku, akrobacji czy przejścia toru. Poprzedzają to wszystko wielogodzinne treningi.

    Czasem odnajduję jakieś fajne miejsce do skoku i wiem, że jeszcze nie jestem na niego gotowy. Na niektóre miejsca wracałem np. po 10 latach treningów i dopiero wtedy moje ciało było gotowe fizycznie i psychicznie, by wykonać właśnie tam skok.

    Co czujesz w ostatnich sekundach przed skokiem?

    - Przed wykonaniem skoku czy trasy parkourowej staram się być jak najbardziej skoncentrowany, skupiony i wyciszony. Wszystko musi być wyliczone co do centymetra, a nawet milimetra.

    Najważniejsze jest to, by w tych chwilach opanować strach. Strach towarzyszy nam praktycznie w każdych aspektach naszego życia. Ja się różnię od innych tym, że potrafię sobie z nim radzić. Nie mówię, że się nie boję, bo tylko głupcy mówią, że się nie boją. Jeśli jednak ćwiczysz, ciężko trenujesz i wierzysz w to co robisz, to wiesz, że jest to wprawdzie niebezpieczne, ale jesteś na to odpowiednio przygotowany fizycznie i mentalnie.

    Czyli jest to jakby takie ,,zatrzymanie w czasie"?

    - Przed skokiem nie powinno istnieć nic ponadto. Nie powinno się czuć zapachów, słyszeć głosów, drzewa nie powinny mieć kolorów. Tak jak w całkowitej próżni.

    Widziałem twoje filmy i zdjęcia z treningów. Mogą one niektórych przyprawić o zawał serca. Na jednak z fotek wisisz dosłownie na dachu bloku na jednej ręce!

    - Muszę mieć stuprocentowe zaufanie do swojego ciała i własnych umiejętności, bo inaczej bym tego nie zrobił. To wszystko dzięki wieloletnim, ponad 20-letnim treningom, które odbywałem po kilka godzin na dworze przy zmiennej pogodzie.

    Najbardziej ekstremalne elementy, które później wykorzystuję podczas różnych wyzwań, wytrenowałem sam, zaczynając od podstaw, a kończąc na bardzo trudnych trasach na dużych, nawet kilkudziesięciometrowych wysokościach.

    Ktoś może jednak powiedzieć, że niepotrzebnie narażasz swoje życie.

    - Ryzyka w tym sporcie nie da się wykluczyć. Mój znajomy, jeden z najlepszych parkourowców na świecie, powiedział: jeśli boisz się upadku, to zawsze upadniesz. Mam olbrzymią pokorę do tego co robię. Dla mnie pokora i dyscyplina to najważniejsze elementy uprawiania nie tylko parkouru, ale sportu w ogóle.

    Jak wyglądają twoje treningi?

    - Trenuję w każdych warunkach, nawet w deszczu, śniegu czy przy silnie wiejącym wietrze, a nie tylko gdy jest ładna pogoda i świeci słońce.

    Staram się wykonywać te same elementy, nawet te zagrażające życiu, w ekstremalnych warunkach pogodowych. Wyznaję zasadę, że im trudniej na treningu, tym później będzie łatwiej przy pokonywaniu różnych przeszkód.

    Podobno chciałeś zostać komandosem lub antyterrorystą?

    - Zgadza się. Myślałem o tym w liceum. Wtedy już, nieskromnie powiem, miałem wysoki poziom parkourowy. Po zdaniu matury musiałem jednak podjąć decyzję, co robić dalej?

    Czy idę do wojska na służbę czy skupiam się na swojej pasji i staram się pozostać w elicie parkourowej na świecie, podnosząc stale swój poziom. Wybrałem to drugie i nie żałuję tego. Dzięki pasji zwiedziłem praktycznie cały świat, a później przerodziła się ona w pracę. Prowadziłem na wielu kontynentach warsztaty, szkolenia, uczestniczyłem w różnych projektach, w tym filmowych. Utworzyłem ekipę, która stała się pierwszą profesjonalną ekipą parkourową w Polsce i jedną z bardziej rozpoznawalnych w tym sporcie na świecie. To był lata 2006-08.

    W 2008 roku z dwoma zaprzyjaźnionymi ekipami z Polski oraz osobami z Francji od Davida Bellego z firmą Red Bull zrobiliśmy wspólnie nowatorski projekt Red Bull City Rage, który był realizowany w największych miastach w naszym kraju.

    W jakich częściach świata promowałeś parkour?

    - Prowadziłem warsztaty w Monachium w Niemczech, we Włoszech. Przez pół roku mieszkałem w Dubaju, gdzie robiłem pokazy.

    W argentyńskim Buenos Aires nagrywaliśmy program dla TVN-u, wspólnie z wieloma mistrzami olimpijskimi z Polski. Byłem także w Szangjahu w Chinach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Urugwaju.

    Nie byłem jeszcze w Ameryce Północnej. Miałem tam przez dwa tygodnie prowadzić warsztaty w Miami, ale nastała pandemia i mój wyjazd został przełożony.

    Wspomniałeś, że parkour jest obecnie traktowany jak sport. Wspinaczka była kiedyś traktowana jako hobby, a teraz jest konkurencją olimpijską. Czy parkour może podążyć jej śladem?

    - Były już takie próby, by parkour znalazł się na olimpiadzie, ale ta propozycja nie spotkała się z aprobatą naszego środowiska. Parkour jest to głównie metoda treningowa i przez to za bardzo nie da się w niej ocenić zawodników. Są zawody, które np. organizuje Red Bull, ale tam stawia się na efektowność. W parkourze chodzi natomiast o to, by przeszkody pokonywać jak najbardziej efektywnie, by z ciała zrobić zbroję, która pomoże nam przemieszczać się po określonych przeszkodach i przetrwać w trudnych warunkach. Główną dewizą naszego sportu jest to, by być silnym i użytecznym. We Francji, oprócz komandosów, szkolą się w nim także strażacy, by mogli pokonywać przeszkody podczas akcji ratowania ludzi.

    A czym jest dla ciebie wspomniana dewiza ,,silny i użyteczny"?

    - Dla mnie jest to świadomość, że mogę i jestem w stanie pomagać ludziom, którzy znaleźli się w niebezpiecznych sytuacjach. Jeśli obok mnie np. paliłby się budynek, to wiem, że potrafiłbym bez sprzętu wspiąć się na niego i bezpiecznie wynieść z niego osoby.

    To szlachetne. Ale porozmawiajmy teraz o tej mniej przyjemnej stronie uprawiania parkoura. Musiałeś mieć przecież jakieś kontuzje czy urazy?

    - Uprawianie każdego sportu łączy się z bólem i jest to jego negatywna strona. To nie jest tak, że przez te ponad 20 lat uprawiania parkoura każdy skok mi się udał i każdą trasę pokonałem bez błędów. Zdarzały się nieudane próby oraz urazy. Dzięki odpowiednim treningom uniknąłem jednak poważnych złamań czy przypadków, gdzie mogłem już po prostu... nie żyć. Na szkoleniach nie uczę tylko ludzi jak pokonywać przeszkody, ale także jak sobie radzić, gdy coś podczas ewolucji się nie uda. Trzeba mieć zawsze przygotowany plan zapasowy.

    A stosujesz jakieś wspomagania?

    - W parkourze nie ma drogi na skróty. Liczy się siła psychofizyczna, która jest wytrenowana przez lata. Jeśli będąc na wysokości 50 metrów będę musiał przejść jakiś odcinek na rękach i potem wykonać jeszcze skoki to wtedy żaden doping mi nie pomoże.

    A czy zapadły ci w pamięci jakieś najtrudniejsze wyzwania?

    - Dla mnie nie ma czegoś takiego jak najtrudniejsze, choć wykonywałem bardzo trudne skoki oraz trasy, które przyprawiały o dreszcze osoby trenujące nawet parkour. Wszystko w tym sporcie co robię i staram się dalej przekazać nie jest przypadkowe. Całość tworzą dopiero poszczególne elementy. W moich demach, które zamieszczam w internecie, pokazuję ludziom jak wygląda kontrola nad własnym ciałem. Mój dynamiczny i brutalny styl poruszania się jest także swoistego rodzaju manifestem przeciwko złym rzeczą, które dzieją się dookoła nas, oraz na świecie.

    A myślałeś, by kiedyś zostać kaskaderem?

    - Takie myślenie jest nieodłącznym elementem tego, gdy uprawia się wyczynowo parkour.

    Prowadziłem kiedyś warsztaty dla kaskaderów, współpracując z krakowską Szkołą Kaskaderów Filmowych Marka Sołka. Podczas pandemii nagrywałem też w Katowicach interaktywny film ,,Killing Stream", który ma być połączeniem ,,Szklanej pułapki" z ,,Hostelem".

    Główny bohater filmu, którego gram ja, został uprowadzony i będzie musiał wydostać się z pułapki.

    Przejdźmy teraz do bardziej humorystycznych wątków z twojej parkourowej kariery. Słyszałem historię związaną z teatrem w Maladze...

    - To było, gdy odbywaliśmy tour ze znajomymi po Europie. W Maladze w Hiszpanii natknęliśmy się na budynek starego, nieczynnego już teatru. Liczył on ponad 6 pięter. Wspiąłem się na niego bez zabezpieczenia. Po 10 minutach, od momentu wdrapywania się, usłyszałem syreny i pod budynek zajechała miejscowa policja. Na dachu zrobiłem parę ewolucji, a potem zszedłem po ścianie i balkonach na dół. Zobaczyłem przestraszonych, bladych policjantów, którzy zażądali moich dokumentów. Wytłumaczyłem im czym się zajmuję, nie dali mi mandatu, ale poprosili, żebym już więcej nie wchodził na budynek starego teatru (śmiech). W Buenos Aires też wspinałem się na budynek, a jeden z mieszkańców zadzwonił na policję, gdyż może myślał, że...jestem przestępcą.

    Niedawno wziąłeś udział w kolejnej edycji programu ,,Ninja Warrior", który emitowany był w Polsacie.

    - Oglądałem japoński pierwowzór tego programu ,,Sasuke Ninja Warrior". Jego polska wersja to strzał w dziesiątkę. Uczestnicy programu mają rzeczywiście takie umiejętności, jakie pokazuje telewizja, prawdziwe są też ich emocje.

    Tory w ,,Ninja" są trudne, ale nie można ich porównywać z treningami na zewnątrz, jeśli chodzi o skalę trudności czy zmienną pogodę. Wystartowałem w trzech, z sześciu edycji, tego programu. W dwóch z nich doszedłem do finału. W ostatniej, która była emitowana w październiku w finale chciałem za szybko pokonać tor i popełniłem prosty błąd na przeszkodzie, na której często ćwiczę. Program trwa dalej i będą jego kolejne edycje. Jeśli nie będę mieć kontuzji, to za rok również w nim wystartuję.

    W Kaliszu, wspólnie z innymi członkami grupy "Arte Crew", prowadzicie zajęcia sportowe. Czego na nich uczycie?

    - Uczymy parkoura, akrobatyki itp. Są to treningi ogólnorozwojowe i przeznaczone dla wszystkich. Zapraszamy 5,10 czy 15-letnie dzieci, ale też młodzież lub osoby starsze. Na treningach łączymy elementy różnych sportów, takich jak gimnastyka, w której uczymy poprawnego wykonywania przewrotów czy też podstaw akrobatyki, gdzie mamy już bardziej rozwinięte elementy, takie jak salta i skoki.

    Czerpiemy też z coraz bardziej popularnej wspinaczki. Nasze treningi są ogólnorozwojowe i rozwijają całe ciało. Staramy się utożsamiać ze starą szkołę treningową, dbającą o odpowiednie podejście do treningów. Kładziemy nacisk nie tylko na rozwój fizyczny, ale i też mentalny osoby.

    Gdzie odbywają się zajęcia "Arte Crew"?

    - Zapraszamy w poniedziałki i środy o godz. 17:00 do hali Zespołu Szkół przy ul. Rzemieślniczej.

    Próbujemy też rozwinąć treningi w Jankowie Przygodzkim pod Ostrowem. Chcemy na treningach fajnie i bezpiecznie się bawić, ale robić to z pasją.

    Rozmawiał Piotr JAWOROWSKI

     

    Więcej o grupie ,,Arte Crew" i prowadzonych przez nią zajęciach na stronach:

    artecrew.com

    www.facebook.com/Arte.Crew.Productions

     

    Fot. Archiwum prywatne Patryka ,,Sonnego" Raszkowskiego, FB Arte Crew, Tomasz Skórzewski.

    Video: Arte Crew Production.

    Komentarze

    Najczęściej odwiedzane

    The browser you use is not supported by this application, probably because it lacks some critical features.
    For a better experience, please consider using this application with a supported browser.