Dobra atmosfera w drużynie, zdrowa rywalizacja i realne sportowe ambicje – tak o obecnym sezonie opowiada Diana Dąbrowska, rozgrywająca NETLAND MKS Kalisz. W rozmowie podkreśla znaczenie relacji w zespole, wsparcia kibiców oraz wiarę w sukces podczas Final Four TAURON Pucharu Polski.
Na początek zapytam o atmosferę w szatni. Jak wygląda codzienność kaliskiej drużyny?
– Atmosfera jest naprawdę świetna. Przede wszystkim jest bardzo wesoło, dużo śmiechu, luzu i dobrej energii. Myślę, że udało się stworzyć zespół, który dobrze się ze sobą dogaduje, ma wspólne tematy i po prostu czuje się razem komfortowo. To bardzo ważne i zdecydowanie działa na naszą korzyść.
Czy ta dobra atmosfera pomaga również w trudniejszych momentach na boisku?
– Zdecydowanie tak. Daje nam ogromne wsparcie – taką świadomość, że możemy na siebie liczyć. Wiemy, że się lubimy, że gramy razem i każda z nas chce, żeby ta druga wypadła jak najlepiej. Wzajemnie sobie kibicujemy, niezależnie od pozycji czy roli w danym meczu. To wcale nie jest oczywiste w sporcie zespołowym, dlatego tym bardziej to doceniamy.

Chciałem zapytać o Twoją relację z Veronicą. Jak ona wygląda i czy na treningach próbujecie sobie udowodnić, która z was jest lepszą rozgrywającą?
– To bardzo zdrowa rywalizacja. Oczywiście, na treningach, kiedy gramy sześć na sześć, zdarzają się emocje, drobne sprzeczki czy żarty – to naturalne. Ale każda z nas doskonale wie, jakie ma zadania, kiedy jest jej moment i gdzie jest jej miejsce. Rywalizujemy, ale w bardzo pozytywny sposób i mamy naprawdę dobre relacje.
Twoje koleżanki często podkreślają też relacje poza boiskiem. Saana mówiła, że jesteście sąsiadkami i bardzo się przyjaźnicie.
– Tak, to prawda. Z Saaną bardzo dobrze się dogaduję, ale szczerze mówiąc – mogłabym powiedzieć to o każdej dziewczynie z drużyny. Relacje w zespole są naprawdę bardzo dobre i jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwa. To rzadkość, żeby zebrać tak dużą grupę zawodniczek, które mają wspólny vibe i podobne podejście.
Już wkrótce zagracie w Final Four TAURON Pucharu Polski w Elblągu. Na początku sezonu był to jeden z celów drużyny. Czy wtedy wydawał się on realny?
– Na pewno sprzyjało nam losowanie – graliśmy z zespołami, z którymi mogłyśmy się wcześniej sprawdzić. Oczywiście pojawiały się też obawy, bo trafiłyśmy na zespół z TAURON Ligi, z którymi wcześniej nie miałyśmy okazji rywalizować. Mimo to, gdy zobaczyłam losowanie, uwierzyłam, że jesteśmy w stanie to zrobić. I od tego momentu traktowałam ten cel jako realny.
A teraz – gdy Final Four jest faktem – czy realnym celem jest także wygranie Pucharu Polski?
– Przede wszystkim bardzo cieszymy się z samego awansu do Final Four TAURON Pucharu Polski, bo to już ogromne wyróżnienie. Półfinał to jedno spotkanie, które może potoczyć się w każdą stronę. Szczerze wierzę – i nie mówię tego tylko „pod kamerę” – że jesteśmy w stanie realnie powalczyć o finał. Co będzie dalej, zobaczymy. Skupiamy się na najbliższym meczu.
Masz doświadczenie z gry w TAURON Lidze. Czy Twoim zdaniem obecny zespół z Kalisza mógłby rywalizować na tym poziomie?
– Uważam, że mamy bardzo duży potencjał. Wciąż możemy grać jeszcze lepszą siatkówkę niż dotychczas i zrobić kolejny krok do przodu. Myślę, że realnie mogłybyśmy rywalizować na tym poziomie.

Na koniec – kibice. Zawodniczki często podkreślają, jak bardzo Was wspierają. Ty też to czujesz?
– Zdecydowanie tak. Wchodzimy na halę, widzimy pełne trybuny i ludzi, którzy przyszli specjalnie po to, żeby nam kibicować i zobaczyć dobrą siatkówkę. To nas bardzo napędza. My staramy się odwdzięczyć dobrą grą i zwycięstwami, a to sprawia, że kibice wracają. To naprawdę bardzo budujące i motywujące.
Rozmawiał Marcin Woźniak
Fot. Krzysztof Całujek – Netland MKS Kalisz.



