Nie będzie w Kaliszu ulicy Henryka Kinastowskiego – dziadka obecnego prezydenta miasta. Zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu taka nazwa propaguje komunizm i została nadana niezgodnie z prawem.
Kaliscy radni pod koniec 2024 roku zdecydowali, że patronem jednej z nowych ulic w mieście zostanie Henryk Kinastowski – dziadek obecnego prezydenta miasta. Kandydaturę poparli radni PiS i Koalicji Kaliskiej. Przeciwni byli radni Koalicji Obywatelskiej, którzy jeszcze przed głosowaniem złożyli wniosek do IPN-u o opinię w zakresie zgodności z ustawą dekomunizacyjną, apelując o wstrzymanie głosowania do czasu jej uzyskania.
Decyzję podjęto, choć niedługo potem IPN rzeczywiście stwierdził, że patronat jest niezgodny z ustawą z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu, wskazując na aktywną działalność Henryka Kinastowskiego w strukturach PPR i PZPR. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu, który kilka dni temu orzekł nieważność uchwały Rady Miasta Kalisza nadającej ulicy na Dobrzecu nazwę Henryka Kinastowskiego. Sąd zasądził jednocześnie od miasta Kalisza 480 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.
Sąd oparł się na ustawie z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego, opinii IPN i dokmunetów z Archiwum Państwowego w Kaliszu. Wynika z nich, że Henryk Kinastowski od 1946 r. działał w PPR, a następnie w PZPR. Był przewodniczącym Towarzystwa Pomocy ORMO i członkiem Zarządu Koła Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Co więcej, już po przejściu na emeryturę – w stanie wojennym, w latach 1982-1987 – zasiadał w Radzie Wojewódzkiej Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego (PRON).
Sąd podkreślił, że nie ocenia zasług Kinastowskiego dla odbudowy Kalisza, ale jednoznacznie uznał go za osobę propagującą komunizm w rozumieniu ustawy. Zwrócił też uwagę, że wątpliwości pojawiły się już podczas głosowania – część radnych apelowała o wstrzymanie decyzji do czasu uzyskania opinii IPN-u. Uchwałę przegłosowano stosunkiem 12 głosów „za”, przy 10 „wstrzymujących się”.
– Przepchnięto tę uchwałę niemal kolanem, wbrew argumentom i faktom, bez żadnej analizy – ocenił radny Koalicji Obywatelskiej Dariusz Grodziński, wzywając prezydenta Kinastowskiego do pokrycia z własnych środków kosztów administracyjnych, jakie poniosą mieszkańcy w związku ze zmianą adresów.
Prezydent Krystian Kinastowski, twierdzi, że całe zamieszanie to polityczna akcja kaliskiej Koalicji Obywatelskiej. – Nie mam wątpliwości, że ta akcja wymierzona jest we mnie przez członków kaliskiej KO. Nerwowo próbują odwrócić uwagę od problemów swojego środowiska, toczących się spraw sądowych i wpadek wizerunkowych. W mojej ocenie, jak zwykle, działają na szkodę miasta i mieszkańców – twierdzi prezydent.
Krystian Kinastowski uważa wyrok poznańskiego sądu za niesprawiedliwy. – Dobrze wiem, kim był mój dziadek, wiedzą to również doskonale tysiące Kaliszan. Henryk Kinastowski całe swoje życie poświęcił pracy dla kraju i Kalisza. Zawsze był wśród ludzi i dla ludzi. Nigdy nie zajmował eksponowanych funkcji w aparacie partyjnym. Działał w określonych realiach i zawsze starał się pomagać i bronić ludzi. Był i pozostaje osobą powszechnie szanowaną, nie tylko w Kaliszu. Hipokrytom z Koalicji Obywatelskiej nie przeszkadza, że w wyniku decyzji sądów administracyjnych w latach 2018-2019 w Warszawie przywrócono nazwy kilkunastu ulicom, które wcześniej zdekomunizował wojewoda mazowiecki. Najważniejszą z nich jest Aleja Armii Ludowej (zamiast ul. Lecha Kaczyńskiego).
Wyrok jest nieprawomocny. Jeśli się utrzyma, miasto będzie musiało nadać ulicy nową nazwę. Żadna konkretna propozycja nowego patrona nie została jeszcze złożona.
(red)



